Sercańskie Dni Młodych

Kasia D.

zaświadczamy      Autor: [ ] 0

Jadąc na Sercańskie Dni Młodych po raz drugi myślałam, że wiem czego się spodziewa. Spanie w namiotach, różnego rodzaju warsztaty, modlitwa. Jednak te SDM-y różniły się od poprzednich. Miniony rok wiele zmienił w moim życiu. Gdy siedziałam pod wiatą na powitaniu, z jednej strony cieszyłam się że tu jestem, a z drugiej zastanawiałam się, co tutaj robię. Jednak już po pierwszym dniu wiedziałam, że to będzie niezapomniany tydzień, który wniesie coś ważnego do mojego życia. Przypuszczenia te się sprawdziły.

Przez 6 dni uświadomiłam sobie, że Bóg kocha mnie mimo wszystko oraz, że ja muszę pokochać siebie, żeby móc obdarzyć miłością innych. Często miałam z tym problemy. Był taki cichutki głosik w głowie, który wytykał błędy. Mówił, że nie dam rady czegoś zrobi, że coś nie ma sensu, że przecież jestem na to za słaba. Pytał: a co ludzie powiedzą. Ten głosik sprawiał, że byłam coraz mniej pewna siebie i było mi z tym źle. Problem rozwiązał list, który napisałam podczas pewnej konferencji. Przyznam, że zachowałam go i czytam, kiedy brakuje mi motywacji do działania. Może i dziwnie to zabrzmi, ale na SDM-ach nauczyłam się modli. Nie „klepać „pacierz, ale rozmawiać z Bogiem przez modlitwę. Co ważniejsze, zaczęłam dostrzegać Boga i Jego działanie wokół siebie. Tam, w Pliszczynie, naprawdę było czuć Jego obecność. 6 dni to niewiele w porównaniu do całego życia. Warto poświęcić trochę czasu, aby codzienne życie nabrało nowego sensu. Nie żałuję ani sekundy spędzonej Pliszczynie.

Kasia D.

POWRÓT
MENU