Sercańskie Dni Młodych

Ewelina T.

zaświadczamy      Autor: [ ] 0

Moja „przygoda” z SDM-em zaczęła się od czuwania Sercańskiego w Stadnikach. To właśnie tam pierwszy raz usłyszałam o SDM-ie i spotkałam niesamowitych ludzi, dzięki którym ten pierwszy wyjazd do Pliszczyna był niezapomniany. Generalnie nie byłam w tamtym czasie osobą, która lubiła poznawać nowe osoby, rzeczy i miejsca, ale właśnie tam to wszystko się zmieniło.

Najpiękniejszymi punktami pobytu na SDM-ie są adoracje, szczególnie te połączone ze spowiedzią. To jest coś, czego nie da się opisać słowami. Większość z uczestników wychodzi ze łzami w oczach, ale tych łez nigdy nie żałuje. Tam zostawia się wszystko, każdy problem, złość smutek i żal, a Pan Jezus po prostu przychodzi i to zabiera. Ty sam nic nie musisz robić wystarczy mu tylko na to pozwoli. Nie znam osoby, której by to nie poruszyło, chociaż trochę, nie ma takiego serca, które zostałoby zatwardziałe, gdy widzi setki młodych ludzi, którzy klęczą przed Najświętszym Sakramentem i naprawdę wierzą, modlą się, przebaczają i kochają. To jest niesamowite zwłaszcza w tych czasach, gdy ciągle się słyszy, że dzisiejsza młodzież jest zdemoralizowana, nie ma żadnych wartości itd.

SDM to nie tylko modlitwa. To także poznawanie niesamowitych ludzi: z pasją, z radością, chęcią niesienia dobra i pokazywania innym Jezusa – nie przez mówienie, ale poprzez świadczenie o Nim całym swoim życiem. Miłość, którą otrzymujemy od Syna Bożego jest tak ogromna, że nie sposób się nią nie dzieli. Wszystkie przygody i sytuacje, które przeżyłam na SDM, były jednymi z najlepszych w moim życiu… Owszem, mówię tu o przemokniętym namiocie, polowych warunkach i o wszystkim, co teoretycznie mogłoby mnie zniechęcić do przyjeżdżania na SDM. Z uśmiechem wspominam każdy moment, bo dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem. Cieszę się, że kiedyś zaryzykowałam i pojechałam na SDM. Pliszczyn to miejsce, do którego wracam z niesamowitym sentymentem.

Ewelina T.

POWRÓT
MENU