Sercańskie Dni Młodych

Dzień 5 – „Bo ja nie wstydzę się Ewangelii”

SDM XI      Autor: [ ] 0

Jakie są lekarstwa na lęk przed przyznaniem się do wiary? Co zrobić, by skutecznie ewangelizować? W jaki sposób stać się pochodnią Pana i radzić sobie z podszeptami Szatana? Jak przewrotna jest jego manipulacja (świadectwo p. Dokowicza). Jak bardziej zaangażować się w działalność sercanów (przyjęcie nowych członków do Ruchu Sercańskiej Młodzieży) i cieszyć się podczas Święta Radości z wyboru Chrystusa jako Pana i Zbawiciela…

JUTRZNIA – ks. Jarosław Grzegorczyk SCJ

Nie jest tak, że ksiądz czy siostra nie odczuwają obaw w głoszeniu Ewangelii, że stanie przy ołtarzu nie łączy się czasami z poczuciem wstydu. Każdy ma chwile, w których boi się przejawiania na zewnątrz swoich przeżyć i przekonań. Woli pozostać anonimowy, uniknąć w autobusie czy kinie odpowiadania na pozdrowienia „Szczęść Boże”. Pojawia się zatem pytanie, jak reagować, kiedy czuję wstyd przed wyrażeniem wiary. Gdzie istnieje granica, w których sytuacjach rzeczywiście obiektywnie lepiej przestać być identyfikowanym, a w których jest to zwykłe tchórzostwo.

Za kilka godzin wrócicie do domu. I wtedy pytanie, kim jest dla ciebie Chrystus, jak wiara objawia się w twoim życiu, może pojawić się jeszcze wyraźniej. Prośmy zatem Ducha św., by pomógł nam usunąć wszelkie oziębłości i lęki w praktykowaniu i wyrażaniu naszej wiary.

Jeśli jeszcze nie przystąpiłeś do sakramentu pojednania – bo nie miałeś nastroju, bo nie czułeś się gotowy, bo pojawiła się jakaś przeszkoda zewnętrzna lub wewnętrzna, pomyśl, by to zmienić – zachęcał podczas „ogłoszeń ważnych i pożytecznych” ks. Sławek. – Sercańskie Dni Młodych dobiegają końca – postaraj się, byś nie wyjeżdżał stąd z poczuciem niezałatwionej sprawy, byś nie wyjeżdżał z kacem moralnym, że miałeś okazję i nie skorzystałeś z niej.

Niepokój o wybór właściwej drogi życiowej młodego człowieka jest wielki. Życie polega na pójściu za głosem Jezusa…

POWINNOŚĆ I WSTYD WOBEC WIARY
praca w grupach

Jest w nas jakiś mechanizm wewnętrzny, który nas blokuje. Żeby nie ujawnić wstydu, nie reagujemy w sytuacjach, w których moglibyśmy zabrać głos, lub podejmujemy działania, które są naszym odczuciom przeciwne. Jednak problem wstydu wart jest uwagi – jego właściwe zrozumienie pozwala stać się dojrzalszym człowiekiem.

A powinność? Nie lubimy tego słowa. Nie lubimy, kiedy ktoś mówi: musisz, powinieneś itp. Pan Jezus nigdy tak nie mówił. Ale mówił „Idźcie i nauczajcie…”. Co zrobić, by nie odbierać tego wezwania jako smutnego „muszę”? Co zrobić, żeby ludzie od nas nie uciekali – jak świadczyć, by nie narzucać innym swoich przekonań, a zarazem pomagać im zbliżać się do Chrystusa?

Problem wstydu wobec wyznawanej wiary nie jest problemem tylko współczesnego człowieka. Borykano się z nim wszędzie tam, gdzie wiara była głoszona. Św. Paweł, aby dojść do stwierdzenia: Ja nie wstydzę się Ewangelii, musiał pokonać trudną i długą drogę wiary. Mówi, że nie wstydzi się Ewangelii, ponieważ wie, jaką wiara ma dla niego wartość. Jej wyznawanie jest mocą Bożą.

Kiedy człowiek zna wartość swoich działań, jest do nich przekonany, nawet jeśli inni tego nie akceptują, nie będzie się ich wstydził. Czego zatem wstydzimy się w wyznawaniu wiary i jakie jest na to lekarstwo? – uświadomienie sobie tego pomoże nam pokonać doświadczenie wstydu.

Bóg w swoim zamyśle dopuścił, by wiara przekazywana była za pośrednictwem człowieka. Skoro otrzymaliśmy ją od innych, naszą powinnością jest niesienie jej dalej. Bóg zaprasza cię do tego. Ale aby dawać, trzeba coś posiadać. Aby dzielić się wiarą, trzeba ją w sobie mieć, rozwijać, pielęgnować. Ewangelizacja i świadectwo wiary rodzą się w ciszy i głębi serca.

Jakich zachowań, gestów, słów należy unikać, by nie zniechęcić kogoś do wiary? – przygotowanie projektu dla ewangelizatorów:

JEŚLI CHCESZ PRZEKAZYWAĆ WIARĘ, UNIKAJ:

– krzyku, braku opanowania
– zniechęcenia
– negatywnego nastawienia
– pozorów
– nieuczciwości
– niekonsekwencji
– narzucania się innym, natarczywości
– używania słów „powinieneś”, „musisz”
– braku szacunku dla zdania innych
– moralizatorstwa
– górnolotnych stwierdzeń
– utartych metod
– zapatrzenia w siebie
– wywyższania się

JEŚLI CHCESZ PRZEKAZYWAĆ SWOJĄ WIARĘ, ZADBAJ O:

– czystość sumienia
– wytrwałość w modlitwie
– potrzeby innych (głodnego nakarm…)
– autentyczność swojego zachowania (skoro mówię, że wierzę w Boga, musi być widać, że tak faktycznie jest)
– swój publiczny wizerunek (gesty, skromność…)
– to, by mieć krzyżyk, medalik…
– to, by zawsze znaleźć czas dla potrzebującego
– otwartość na drugiego człowieka
– tolerancję wobec innych wyznań
– to, byś sam był silny w wierze i wiedzy na jej temat (sakramenty, słowo Boże, właściwe lektury…)
– swój rozwój moralny i duchowy
– ciekawy i zrozumiały sposób
– prawdziwość informacji
– dobry humor, pogodę ducha
– kulturę osobistą

Największą powinnością jest niesienie wiary innym. Aby robić to skutecznie, trzeba zacząć od formowania siebie samego. W przeciwnym razie ewangelizacja stanie się indoktrynacją.

Wierzyć, ale jak…?

Czy zdarzyło ci się wstydzić wiary? Jeśli tak, to w jakich okolicznościach? To pytanie, na które padały różne odpowiedzi… i które skłaniało do zastanowienia się także nad własnymi, może nigdy nie wypowiadanymi doświadczeniami.

– Pamiętam pewną podróż, podczas której chciałam odmówić różaniec – mówiła jedna z sióstr. – Przesuwałam paciorki w kieszeni, bojąc się pokazać moją modlitwę. I dopiero w chwili, gdy ktoś z młodzieży zaproponował wspólne odmówienie różańca, zdałam sobie sprawę, jak łatwo uległam nieuzasadnionemu wstydowi…

– Wracając do domu, miałem zwyczaj wstępować do pobliskiego kościoła i dziękować za mijający dzień – wspominał pewien chłopak. Któregoś dnia towarzyszyły mi koleżanki – wiedziałem, że nie powinienem z tego powodu zaniedbać mojego zwyczaju, ale wiedziałem też, że może zostać on odebrany inaczej niż bym oczekiwał. Przełamałem się jednak, przeprosiłem i wstąpiłem na chwilę przywitać się z Jezusem… I był śmiech i niezrozumienie. Ale wiem, że nie uległem dobrze znanemu nam lękowi: co inni na to powiedzą. Ważniejsze jest moje zbawienie niż chwilowa, często błędna, ocena ludzka.

– Kiedy podróżuję bez koloratki, często waham się, czy powinienem wyciągnąć brewiarz. Jest pokusa, by dla siedzących obok ludzi pozostać nierozpoznanym… – zwierzał się ksiądz.

– Krzyż jest jednym z zewnętrznych przejawów wiary. Ale są chwile, w których wolelibyśmy go ukryć. Kiedyś krzyż sercański, świadczący o przynależności do RSM- u, wysunął mi się spod koszulki. Kolega zapytał, co to jest, a ja, szybko chowając znak religijny, odpowiedziałem, że nic takiego. Odtąd postanowiłem jednak nosić krzyż na koszulce, nie ukrywać się z nim… – opowiadał członek Ruchu.

W naszym życiu pojawia się jakieś skrępowanie, obawa przed posądzeniem o dewocję. Pamiętaj jednak, że siła twojej wiary w dużej mierze zależy od ciebie. Ale własny wysiłek trzeba połączyć z łaską Chrystusa. I wtedy przyznanie się do Niego będzie przychodziło łatwiej… Chcę wam podziękować i życzyć odwagi – podsumował ks. Przemek.

WARSZTATY

– Psychologiczne

Odgrywanie scenek rodzinnych: dziecko przychodzi do domu z zabawy dwie godziny po umówionym czasie – jak reagują rodzice? Analiza scenek i zachowań. Każdy w jednym zdaniu podsumowuje spotkanie.

– Taneczne

Rumba, nowe figury do cha- chy, cygańska polka, powtórki.

– Zajęcia sportowe

Zwycięzcy:
piłka siatkowa dz.: puchar dla Krakowa Płaszowa;
piłka siatkowa chł.: puchar dla Biłgoraja („Wojownicy znad Próchnicy”);
piłka nożna: puchar dla Głubczyc („Ambasadorzy Dobrej Woli”).

Czy świat widzi moją wiarę?
p. Leszek Dokowicz

To było niesamowite świadectwo. Zgodnie z prośbą pana Leszka nie nagraliśmy jego opowieści. W tym układzie także to, co zostało spisane, przybiera formę relacji trzecio- a nie pierwszoosobowej. Tak uniknie się jakichkolwiek przekształceń…

Nasz gość jest operatorem kamer, wielokrotnie bywał na imprezach techno i filmował je, dlatego też wie, co mówi, gdy podkreśla, że taniec też doprowadza do transu i uwolnienia dużej energii, że techno przeprogramowuje nasz sposób myślenia, osłabia wiarę, jest predestynowane głównie do czynienia zła poprzez wpływ na rytm serca, centrum agresji i centrum seksualne. Choć wielu młodym trudno to przyjąć, tak naprawdę jest – i pan Leszek tego doświadczył na samym sobie. Doznał, jak życie nocne niszczy relacje z rodzicami, z Bogiem. Poznał mechanizm manipulacji, który stosuje się na najwyższych piętrach hierarchii satanistycznej, poznał, jak „przyjaciel” po fachu może okazać się narzędziem niedającej się ująć w słowa potęgi Złego – i jak można się wciągnąć bardzo głęboko, zupełnie o tym nie wiedząc. A wreszcie, jakie widoczne, namacalne skutki wywołuje obcowanie z tymi, którzy ukochali 666.

Ostrzegał też przed mediami. Choć obecnie rzadko stosuje się działanie podprogowe, to jednak manipulacja i indoktrynacja wciąż są w telewizji obecne. Ludzie tworzący media często tworzą swoim życiem antyświadectwa. Jeśli żyją antywartościami, będą też przedstawiać je w przygotowanych przez siebie filmach. Chodzi zresztą głównie o seks i przemoc, które stają się z czasem coraz bardziej wynaturzone, brutalne i perwersyjne.

Dlatego też ostrzeżenie przed pornografią. Należy w ogóle odrzucić to, co ma pozór zła w każdej formie i modlić się, bo Diabeł niczego tak się nie boi u młodych ludzi, jak czystości – pieczęci Ducha św.

Przejmujące było wyznanie człowieka, który doszedł do samego sedna satanizmu – i dopiero wtedy tak naprawdę zorientował się, o co w tym chodzi. A w sytuacji największego przerażenia i zagrożenia dostrzegł Michała Archanioła, który zadał trzy pytania: Wierzysz w Boga? Zaprzeczasz Szatanowi? Chcesz walczyć z Szatanem? Kiedy na każde z nich odpowiedział twierdząco, usłyszał: wstań i idź w stronę światła. I w cudowny sposób udało mu się wydostać…

Widziałem rzeczy po ludzku niemożliwe – powiedział pan Leszek. – Wstających z wózków na imię Jezusa i wiele innych. Ale widział też na własne oczy działalność Szatana w ludziach, pościg wyłaniający się nagle z tablicą rejestracyjną 666 i inne zewnętrzne znaki, których nie da się nazwać zwykłym zbiegiem okoliczności, ale świadomie destrukcyjną, czarną i działającą na podświadomość mocą Króla Piekieł.

Na zakończenie pan Leszek życzył, by każdy z nas stał się zapałką, pochodnią Boga, zgodnie z tym, co postanawiał Sobór Watykański II: żeby stać się światłem. I żeby szukać Boga tam, gdzie można Go znaleźć.

MSZA ŚW. – ks. Robert Ptak SCJ

Eucharystia jest spotkaniem z Bogiem – Bogiem żywym. I choć zawsze stanowi centrum naszego dnia, tym razem będzie szczególnie wyjątkowa: 12 osób zostanie włączonych do Ruchu Sercańskiej Młodzieży. Pamiętajcie jednak, że to zobowiązuje – mówił ks. Przemek na początku Mszy św.

Wchodzę nie tyle w przestrzeń, co w atmosferę modlitwy – i tę atmosferę się wyczuwa – rozpoczął ks. Robert Ptak. Przyjeżdżam w zastępstwie ks. Tadeusza Michałka i zapewniam, że jego serce jest teraz z wami.

Jesteśmy pielgrzymami – nieobce nam słabości czy grzech, ale nieobce nam też miłosierdzie Boże, postawa dziecka Bożego…

Każdy z nas pamięta jakieś bajki z dzieciństwa. Ja wspominam „Pszczółkę Maję” i słowa Gucia kończącego wypowiedzi w charakterystyczny sposób: stare przysłowie pszczół mówi…

Takim starym przysłowiem jest także: Verba docent, exempla trahunt (słowa uczą, ale przykłady pociągają). Za wyrażeniami mówiącymi o miłości idzie przykład, postawa Chrystusa. To przechodzenie od słów do czynów.

„Boskie Serce Jezusa, ofiaruję Ci moją młodość…” – z młodości bowiem mamy zrobić dobry użytek, budować królestwo Jezusa. Tego aktu ofiarowania nie czynicie jedynie prywatnie – chcecie dojrzewać, dorastać do miłości w tej małej grupie (RSM), małym Kościele. Nie liczycie tylko na własne siły i możliwości. Nie możecie realizować tego sami – Chrystus chce, byście się wpatrywali w Jego Serce i z Niego czerpali.

Niech to postanowienie zapuści głębokie korzenie w waszym sercu – życzył ks. Robert. – Niech to będzie bajka – w dobrym znaczeniu – do której będziecie wracać w dorosłym życiu.

Na zakończenie ks. Przemek prosił, by ci, którzy kiedyś krzyże nosili lub noszą nadal, byli wierni obietnicy i ofiarowaniu złożonym kiedyś Bogu, wyborowi Chrystusa na Pana i Zbawiciela.

WIECZÓR RADOŚCI

Chrześcijanin to człowiek nadziei i radości. Dziś, po tym jak Chrystus został wybrany na naszego Pana i Zbawiciela, po tym, jak próbowaliśmy oswoić odwagę wyznawania wiary, a do Ruchu przyjęliśmy nowe osoby, nadszedł czas na Bożą radość. Radość prawdziwą.

Były kabaretowe dialogi na scenie, raperskie wyczyny naszych przewielebnych i humorystyczne piosenki. Ks. Kazimierz sypał kawałami, a ks. Przemek zaśpiewał nam o swej miłości do damki. Szkoda tylko, że nawet to realistyczne ucharakteryzowanie i pełne zaangażowanie widowni w naukę słów nie wystarczą, by jego utwór uznać za piosenkę kolejnego SDM- u:
„Owal pilotki mej leciutko muska wiatr,
umyka spod kół asfalt – do mnie należy świat!
Kocham połykać przestrzeń, tak to urzekło mnie –
O,o damko ma, I love you cię”.

Po tej lirycznej opowieści pod wiatą zawitały prawdziwe rowery – wraz ze swoim konstruktorem, panem Józefem Majewskim z Gołębia. Jest on nauczycielem i przewodnikiem regionalnym, a rowerami interesuje się 25 lat. Urządza pikniki, pokazy i zawody, w ciekawy sposób opowiada historię dwóch kółek i tłumaczy technikę poruszania się na zbudowanych własnoręcznie rowerach. Są wśród nich riksze, bicykle i inne, nieznane powszechnie z nazwy wyroby – a ich prezentacji zawsze towarzyszy wszechobecna ciekawość i dobra zabawa zgromadzonych.

Zabawa, którą w naszym wypadku idealnie uzupełniają tańce i zabawy przygotowane przez panią Teresę, instruktorkę tańca towarzyskiego. Tak upływa wieczór dnia piątego – nie na dyskotece, ale na Bożym radowaniu się z przyjęcia Chrystusa jako Zbawiciela.

POWRÓT
Ks. Jakub Kopystyński SCJ, moderator
Pliszczyn 78, 20-258 Lublin
telefon kontaktowy: 81 751 00 84 | e-mail: sdmrsm@sercanskie.pl
Duszpasterstwo RSM, nr rachunku bankowego: 84 1600 1462 1847 3641 5000 0015