Sercańskie Dni Młodych

Czwartek – Jeden drugiego brzemiona noście

SDM XVIII      Autor: [ ] 0

Nasz kolejny dzień rozpoczęliśmy jutrznią, którą poprowadził ks. Roland Hopciaś. Po śniadaniu zebraliśmy się na konferencji na temat: „Co mi to da, że pomogę innym?” Zaproszonym gościem była pani Monika Kuszyńska – była wokalistka zespołu Varius Manx, która w 2006 roku uległa wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego porusza się na wózku inwalidzkim. Wraz z towarzyszącym jej Jakubem opowiedziała swoją historię oraz mówiła, że należy czynić dobro i można czynić je wszędzie tam, gdzie się człowiek znajduje, mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Wspomniała również o tym, jak wiara w Boga pomogła przetrwać jej ten trudny czas. Mszy Świętej, która odbyła się po konferencji , przewodniczył ks. Jan Strzałka, który niedawno obchodził 25-lecie święceń kapłańskich. Kazanie wygłosił do nas ks. Jarek Grzegorczyk. Istotnym wydarzeniem na tej Eucharystii było wstąpienie 11 nowych kandydatów do Ruchu Sercańskiej Młodzieży oraz przyjęcie przez jedną osobę Krzyża Sercańskiego, która ukończyła 2-letnią formację. Po południu rozpoczęło się Święto Radości zwane Dehoniadą. Uczestnicy mogli na nim między innymi wziąć udział w zawodach sportowych i zręcznościowych oraz skorzystać z atrakcji, jakie oferowało wesołe miasteczko. Gościem wieczoru był kabaret „SMILE” z Lublina, który rozbawił wszystkich do łez. Po krótkiej przerwie rozpoczęła się dyskoteka trwająca aż do północy. Dehoniadę zakończyliśmy „Bajką na dobranoc” opowiedzianą przez ks. Kazimierza Dadeja.

Bajka na dobranoc

Jabłko rosnące wysoko na drzewie szczyciło się, że jest takie duże, dojrzałe i soczyste, że ma czerwoną opaloną słońcem skórkę, a co najważniejsze – że jest zdrowe i smakowite.

Mówiło sobie:

– Dobrze, że rosnę tak wysoko i ludzie nie potrafią mnie zerwać, mimo że próbowali wiele razy, bo przecież mogliby mnie przerobić na zwykły dżem do słoików. A ja jestem takie piękne.

Obok wisiało drugie, już mniej czerwone, raczej żółte i nie tak dorodne, bo rosło w cieniu rozłożystych gałęzi. Było jednak dojrzałe i soczyste.

Myślało sobie tak:

– Szkoda, że nikt mnie nie dosięgał, przynajmniej na coś bym się przydało, a tak mogę wyschnąć i spaść bezużytecznie na ziemię. Żeby chociaż szpaki chciały się mną posilić.

Nagle zerwał się silny wiatr i owoce pospadały na ziemię. Żółte potoczyło się wprost pod nogi idącego chłopca.

– Jakie ładne jabłuszko – pomyślał. – Wcale nie obite, wygląda wspaniale. Dam je w prezencie mojej małej siostrze, na pewno się ucieszy.

Dorodne zaś, czerwone jabłko, spadło w wysoką trawę i zatrzymało się w pokrzywach.

– Ojej! – krzyknęło. – Tu nikt mnie już nie znajdzie i nie będzie podziwiać, zepsuję się i zgniję! … Szkoda, że nikomu w życiu nie sprawiłem radości, a przecież było tyle okazji.

Bajka autorstwa s. Ludmiły Błażejewskiej

Służebniczki dębickiej

POWRÓT
Ks. Jakub Kopystyński SCJ, moderator
Pliszczyn 78, 20-258 Lublin
telefon kontaktowy: 81 751 00 84 | e-mail: sdmrsm@sercanskie.pl
Duszpasterstwo RSM, nr rachunku bankowego: 84 1600 1462 1847 3641 5000 0015